Kot widmo a podhalańskie wilki
Dodano: środa, Marzec 25, 2009
Kto oglądał film z Valem Kilmerem pt ” Mrok i duch”, to mniej więcej wie jak się czują teraz mieszkańcy np. Kędzierzyna Koźle, Łanów, Głubczyc lub my tu na Podhalu ( szczegóły za chwile ). Kilmer musiał stawić czoło lwom – ludojadom w afrykańskiej dziczy, bo nie szło budować kolei ani mostów. Bestie pokonywały każdą przeszkode, by schrupać jakiegoś budowniczego. Film oparty na faktach, a następny scenariusz na taki triler kreuje się w naszych polskich lasach.
W zeszłym roku trzeba było brygady antyterorystycznej, snajperów, śmigłowców wyposażonych w kamery termowizyjne ( godzina pracy śmigłowca to tysiąc złotych ) karetek pogotowia, sanitariuszy, straży pożarnej, Straży Łowieckiwj, aby osaczyć lwa w polu kukurydzianym, gdzieś pod Krakowem. Żyć, nie umierać!
W tym roku i w tych dniach podobną akcje trzeba będzie zorganizować na pumę lub panterę śnieżną, jeszcze nie wiadomo co to za kot widmo grasuje na wyżej wymienionych terenach. Zoo do żadnych uciekinierów się nie przyznaje, przemytnicy, rzecz jasna, też nie, choć to oni są głównymi podejrzanymi w sprawie. Kot widmo, inaczej niż nasze wilki podhalańskie, o których potem, owieczką się nie zadawala. Świnia stu kilowa, to jest to. Dorodne ciele, sarna z lasu koło Głubczyc, oto przysmaki. Królika rozerwał, jak relacjonują przerażeni poszkodowani, razem z klatką. Zamykanie zagród, kłódki, zabijanie dechami okien nie na wiele się zdaje, kot duch wlezie wszędzie i na różne sposoby. A oto jego portret psychologiczny naszkicowany przez zoologów: Kot zaatakował i zabił kilkanaście zwierząt hodowlanych, dlaczego aż tyle? Jest albo zdesperowany i rozwścieczony albo…znudzony, taki kotek z depresją, sarne zjadł tylko do połowy, jakby chciał nam powiedzieć: „weźcie sobie resztę, mam was w tyłku”. Jeden z „naszych” wilków zjadł napadniętemu cielakowi tylko kopytka i wypruł flaki ( sory za brutalną szczerość w relacjonowaniu owych rewelacji ). Mój domowy kot kudzio, zjada ofiarę w całości, więc chyba jest normalny. Czy jest duchem? To się okaże.
Podhale i nasze duchy. Co roku na Podhalu pada ofiarą wilków ok 100 owiec. Wilki dawniej miały więcej skrupułów i taktu, bo atakowały tylko na halach, z daleka od terenów zamieszkałych. Teraz są jak kot powyżej nakreślony – mają ludzi gdzieś, podchodzą bardzo blisko i atakują nawet cielaki w zagrodach blisko domów. Parę lat temu baca kolo Jabłonki stracił za jednym zamachem 8 owiec, które właśnie wyprowadził. W Ratułowie ciele nie wystarczyło, rzuciły się na krowę, atak był śmiertelny. W Chochołowie zaatakowały, bagatela, naraz 17 owiec, to się nazywa brawura!
Jak się bronić przed wilkami? Brygada antyterorystyczna? Śmiechu warte. Brakuje nam tu jeszcze na Podhalu biegających komandosów za wilkiem, zresztą od 1997 roku, wilk jest gatunkiem chronionym. Tu ukłony w strone francuskiej gwiazdy filmowej Pani Bardot. Psy pasterskie nie na wiele się zdają, bo same robią w gacie jak widzą wilka. Ponoć można świetnie do tych spraw wyszkolić owczarka podhalańskiego. Nie dziwie się, owczarki są bardzo inteligętne, bardziej niż urzędnicy pracujący nad kiepskimi ustawami w sprawie choćby tych nieszczęsnych wilków, oto przykład : Są tacy, którzy najchętniej wrócili by do odstrzeliwania, nie biorąc pod uwage, iż ta metoda na nic się nie zda, bo odstrzelony wilk nie koniecznie musi być tym wilkiem, kilerem, ale całkiem niewinnym. Poza tym, jeśli odstrzeli się wilka przywóce watahy, to owa wataha podzieli się na kilka mniejszych, która będzie zabijać bez sensu np. właśnie owce w ludzkich zagrodach.
Najlepiej przylepić owcom światełka odblaskowe do tyłka, od razu będzie wiadomo kiedy są poza zagrodą. A tak na poważnie. Kot duch nadal na wolności, wilki pod ochroną, strzelać nie wolno ani do kota, bo cenny okaz z niego może być, ani do wilków! Lepiej strzelić sobie w łeb !