Lany Poniedziałek po zakopiańsku!
Dodano: poniedziałek, Kwiecień 13, 2009
Ja myślałam, że „łapanki” to czasy wojenne, dajmy na to czasy drugiej wojny światowej, z Niemcami w roli głównej. Dziadek nieraz opowiadał mi o łapankach i wywożeniu ludzi na roboty. Moją babkę naprawdę wywieźli niemcy i lata u nich przepracowała za darmola. Ale że w naszych czasach coś takiego może się zdarzyć, to nie przypuszczałam. Tyle, że łapanka dotyczyła dzieci i młodzieży, i nie na roboty, ale do lasa, gdzie są wilki. W roli głównej policja zakopiańska, czas akcji : 2005 rok – Lany Poniedziałek – Zakopane.
Najpierw troche kultury. Tradycja Lanego Poniedziałku widziana oczami etnografów. Potem po zakopiańsku, widziana oczami fotoreportera Tygodnika Podhalańskiego, ferelnego Poniedziałku Lanego 2005 roku. Więc tradycja : Weźmy Podlasie. Oblewanie się wodą to nie zwykłe chuligaństwo, lecz przesądy i magia. Pierwotnie miał on związek z zabiegami magicznymi mającymi na celu przywołanie deszczu. Słowo „dyngus” znaczyło zabieranie wykupnego od polewania wodą, a „śmigus” – uderzanie gałązką. Etnograf Z. Ciesielski twierdzi, iż oblewanie w Wielkanocny Poniedziałek miało znaczenie oczyszczające z zimowej gnuśności. Woda miała zapewnić zdrowie, a im bardziej ktoś został zmoczony, tym mniej obawiał sie suszy dla swoich upraw.
Na Mazurach wierzono, że kąpiel w żródłach w wielkanocny poranek leczy wysypki, choroby oczu, inne uporczywe dolegliwości. Pławili też konie, by zapewnić im zdrowie i siły do pracy. Ten kto się chciał oczyścić w wielkanocny ranek w źródle, musiał zrobić to potajemnie, a nawet jak kogoś spotkał po drodze nie wolno było z nim rozmawiać ani go pozdrowić. Na Mazurach powszechnie wierzono, iż w noc wielkanocną woda zmienia się w wino.
Tyle kultura, teraz Zakopane i tutejsza kultura. Parę lat temu komendant policji zakopiańskiej wpadł na rewelacyjny pomysł jak zrobić porządek ze „szczeniakami” w Lany Poniedziałek. Co tam tradycja, wyjdą paniusie w futrach z norek paradować po Krupówkach, a tu chuligany bedą „lać”. Strzelać do „smarkaczy”, choćby z wiatrówki – nie humanitarne. Komendant wydaje wiec polecenie : Wywieziemy do lasa albo za miasto, wyrzucimy na pustej drodze z terenowego radiowozu i tyle. I tak też uczyniono. Jeden dzieciak od „sikawki” - ofiara łapanki - ponoć skarżył się, że kiedy wypuszczono go w lesie, jedyne o czym marzył, to nie zostać zjedzonym przez miejscowe wilki. Inna ofiara łapanki, płci męskiej, relacjonuje, że trzęsło nim niemiłosiernie na wertepach w drodze do Dzianisza przez Gubałówkę, gdy był „wyworzony” terenówką przez funkcjonariuszy policji zakopiańskiej w ramach kary za „lanie po ludziach”. Jego brata „deportowano” do Kuźnic w podobnym stylu. Inny poszkodowany ( lat 18 ) twierdzi, iż trafił na komende policji, gdzie został pobity i w ubraniu oblany pod prysznicem. Funkcjonariusze oznajmili pojmanemu, że to taki policyjny „śmigus – dyngus”. Reszta „śmigusowych chłopców” ( 9 do 19 lat ) została wywieziena za miasto, i co prawda nie rostrzelana, niemniej, pozostawiono ich samych sobie w głuchej puszczy. Patrole owego nieszczęsnego poniedziałku prowadziły łapanke dzieci i młodzierzy dobre pare godzin. Świadkiem zajścia był min. fotoreporter Tygodnika Podhalańskiego. Sprawa trafiła na biurko komendanta Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Wszczęto postępowanie dyscyplinarne, którego efektem było ”wywiezienie” kilku funkcjonariuszy z pracy.
Jak będzie dziś w Zakopanem? Tego niewie nikt. Jest Lany Poniedziałek, a mój małżonek fotoreporter właśnie robi jakiś felieton z imprezy na Kalatówkach. Mam nadzieje, że go nigdzie nie ” wywiozą”!