Pies lawinowy w Tatrach i jego nos
Dodano: wtorek, Grudzień 22, 2009
Pare dni temu lokalne media podały wieść tragiczną o kolejnej ofierze w Tatrach, tyle, że słowackich. Turysta podciął lawine, pod którą zginął ( W polskich Tatrach w ciągu ostatnich dziesięciu lat zeszło 27 lawin, które zabiły 31 osób ). Do akcji ratowniczej wyruszyły jednostki pogotowia górskiego razem z psami lawinowymi, o których jakoś najmniej się wspomina w takich przypadkach. A przecież bez nich powodzenie akcji poszukiwania ofiar zasypanych lawiną może być skazana na niepowodzenie.
Psy lawinowe wciąż są nie do pobicia. Owszem są już bardzo nowoczesne urządzenia przeznaczone do akcji „lawinowych” ( detektory ), ratownicy pogotowia górskiego są świetnie przeszkoleni, turyści mają większą świadomość jak radzić sobie w takich syuacjach, jednak bez dobrego psa lawinowego ani rusz.
Człowiek, rzecz jasna, nie wyczuje zasypanego człowieka dwa albo więcej metrów pod śniegiem, pies potrafi. Psi nos znajdzie najdrobniejsze rzeczy należące do ofiary. Ten fakt sygnalizuje ujadaniem i namiętnym grzebaniem w śniegu. A wszystko zaczyna się od dobrego szkolenia. Ponoć owczarki niemieckie są najlepsze. Oczywiście nie wystarczy fakt, iż pies ma dobre chęci i lubi tę robote – choć to też ważne cechy, muszi wykazywać się odpowiednimi predyspozycjami, które doświadczony trener odrazu dostrzeże i stwierdzi, czy warto w niego inwestować.
Szkolenie psa, to ciężka praca, bynajmniej nie koniecznie dla czworonoga. Dla zwierzaka ćwiczenia muszą się kojarzyć z zabawą i nagrodami, czsem pieszczotami i szczerymi słowami uznania ze strony swojego pana. Szkolenie nie zaczyna się oczywiście od wieku szczeniecego, toć psiak musi odrosnąć od ziemi. Jednak roczny pies powoli jest przystosowywany przez trenera do swoich zadań. Wszystko zaczyna się od zabawy w chowanego ze swoim panem, potem nastaje etap pozeranta. Praca pozeranta bywa dość niebezpieczna. Jednak musi ktoś się wcielić w ową role, bez której ćwiczenie psa jest raczej niemożliwe.
Praca nad psem trwa kilka lat, dopiero po przejściu odpowiednich egzaminów kwalifikuje się do pracy. Psy lawinowe można podzielić na mniej i bardziej doświadczone, co ma związek – rzecz jasna – z wiekiem czworonoga i ogólną sprawnością. Im dłużej może pies pracować w miejscu wypadku lawinowego, tym większa wartość zwierzaka. Młodsze psy, mogą mieć dobry węch, czy szybko sygnalizować odkrycie zapachu zsypanego człowieka, lecz nie mogą za długo pracować.
Pies lawinowy nie może być lękliwy. Zwłaszcza na widok śmigłowca nie może chować głowy w piasek. Z podniesioną kufą musi wskoczyć na pokład maszyny i umieć desantować się zwinnie razem z panem. Podróże skuterami, kolejką czy wyciągiem także nie mogą mu być dziwne. Nie może wszczynać bójek z innymi psami, ani co gorsza, z ludźmi, których przecież ma ratować! Pies lawinowy nie może bać się wysokości.
W Tatrach przewodnikiem psa są zazwyczaj dobrze przeszkoleni TOPRowcy. Pies musi być swemu panu bezwzględnie posłuszny i oddany. Niczgo nie może robić na własną łape ani w ekstremalnych warunkach górskich skapitulować. Pradziadem psów lawinowych w Tatrach jest pies Cygan, zaś wzorem szczególnym do naśladowania jest – niegdyś żyjący i osiągający świetne wyniki w akcjach – pies Bućko.
Oczywiście fakt, że mamy w naszych górach 10 świetnie pszeszkolonych psów lawinowych pod komędą TOPRu, nie powino nikogo zachęcać do chodzenia w góry przy czwartym stopniu zagrożenia lawinowego. Gdyby jednak – oby nie – jakiś Bućko odkopał nas zpod dwumetrowej zaspy śnieżnej po przejściu lawiny, nie zapomnijmy nagrodzić czworonoga!
Prawa autorskie izakopane.net