Tatry – porządny grzaniec czy podrabiana śliwowica?
W mroźne popołudnie, po mniej lub bardziej udanym szusowaniu na tatrzańskim stoku narciarskim i sinym nosem ma się w głowie tylko to – „skoczyć gdzieś na jednego”. A pod Giewontem karczm ci dostatek i wszelkiego innego rodzaju podobnych przybytków. O mocniejszy trunek nie trudno także w miejscach gdzie jest on sprzedawany „na słowo honoru”, iż po spożyciu owego będziemy jeszcze pośród żywych!
I tu pojawia się problem – miejsc serwowania tudzież sprzedawania alkoholu wątpliwej marki w Zakopanem i okolicach nie brakuje.Lokalne media co jakiś czas sumiennie informują czytelników z Podhala i całej Polski o incydentach pt: „zarekwirowano”. Więc tak -
Zeszłego roku w sierpniu strażnicy graniczni zarekwirowali cytrynówkę i przepalankę w liczbie 350 butelek, które to butelki znajdowały się w jednym z kontrolowanych samochodów. A rzecz rozgrywała się w Witowie. Ktoś mógłby zaoponować, iż akcyza ( której to przemytnicy, rzecz jasna, nie posiadali ) jest mu do szczęścia nie potrzebna, ważne by „lewy” trunek smakował jak oryginalny, czyli weźmy „przepalankę” – winna pachnieć karmelem, spirytuskiem i powinna być odstana co najmniej 12 godzin po wymieszaniu składników. Co do cytrynówki -podobnie, tyle, ze miast karmelu ma się wyczuwać smak cytrusowy.
Niestety, nie takie to proste. Alkohol musi być preparowany w odpowiednich warunkach, nie zaś – jak donosił przy wyżej opisanym incydencie Tygodnik podhalański – czyniony w skandalicznych warunkach. Nie może być skażony tudzież doprawiany chemicznymi barwnikami. Rok temu taka właśnie lewa przepalanka zabiła na Podhalu 17 letniego konsumenta acz miłośnika zaopatrywania się w trunki z nielegalnych „rozlewni”.
Przejdźmy do innego popularnego trunku na tatrzańskiej ziemi, chętnie zakupowanego tu czy tam pod Giewontem, zaś jeśli chodzi o zakup w oryginalnej wersji – to dzieje się to ze zmiennym szczęściem. W lutym zeszłego roku zakopiańska policja złapała dwóch handlarzy, którzy nielegalnie rozprowadzali podrabianą śliwowicę. A handlowali nią tak : jeden serwował towar nieszczęsnym klijentom na targu w Zakopanem, kolega zaś udał się do Białki Tatrzańskiej by tam raczyć śliwowicą wątpliwej jakości zmarzniętych na kość narciarzy, którzy łatwo dawali się kusić na degustacje.
Naturalnie wyżej opisana śliwowica miała ze śliwowicą wspólną tylko nazwę bowiem ze składnikami owego trunku było już znacznie gorzej. A był to spirytus niewiadomego pochodzenia zaprawiany chemicznymi substancjami do smaku. Zarekwirowano 150 butelek. Co się z nimi stało, a raczej ich zawartością? Wszystko na to wskazuje, że owa „śliwowica” skończyła jako płyn do spryskiwaczy.
A przecież życie może być takie piękne z alkoholem pod Giewontem w tle. Degustujmy się w sprawdzonych miejscach oryginalnym grzańcem serwowanym przez równie oryginalnych gospodarzy porządnej karczmy. Jak smakuje prawdziwy grzaniec? Grzanym winem, czy piwem niegdyś delektowali się tylko bogacze czy duchowni. Dziś grzańca pije „mały i wielki”, weźmy grzańca żurawinowego : pół litra piwa, dwie garście owoców żórawiny zalanych syropem żurawinowo – malinowym. Wszystko wystane ze dwie godziny i odpowiednio podgrzane na wolnym ogniu. Spróbuj czytelniku – palce lizać, a życia nie stracisz!
agatka/izakopane.net




