Tegoroczne znajdowanie zwłok pod Giewontem
Trudno przywyknąć do informacji w mediach lokalnych i nie lokalnych o odnajdywaniu zwłok to tu to tam pod naszym Giewontem. Proceder poszukiwania martwych ludzi na tatrzańskich szlakach powtarza się regularnie co rok. Podobnie jest z obecnie nam panującym rokiem 2011, jeszcze do lata pare tygodni a już kroniki wypadków górskich odnotowały kilka przykrych incydentów ze znalezionymi w górach zwłokami w roli głównej.
Pare dni temu Tygodnik Podhalański – bo też o doniesienia z kart owego będziemy się opierać - poinformował czytelnika o przypadku 27 latka, który zakończył żywot pod Rysami. Tam też znaleziono ciało niszczęśnika. Mieszkaniec Mysłowic nie zginął jednak od upadku w górach, przyczyna śmierci dopiero jest badana przez odpowiednie organy. Śmigłowiec był mało przydatny w czasie akcji przetransportowywania zwłok bowiem nie pozwalala na to pogoda.
Zaś mniej, więcej tydzień wczesniej tegoż miesiąca i roku Świnica oddała zwloki 56 latka, który spoczął u jej stóp. Wiadomo tylko tyle, że ów mężczyzna z Gryfina zameldował się 15 maja w jednym z pensjonatów Zakopiańskich. Tym razem śmigłowiec był pomocny mimo, że deszcz i mgła nie odpuszczały.
Choć ciało Urszuli Olszowskiej znaleziono we wrześniu ubiegłego roku w rejonie Doliny Pięciu Stawów, w lutym tego roku policja krakowska wznowiła czynności śledcze w owej sprawie bowiem przyczyna śmierci dziewczyny nie została sprecyzowana przez funkcjonariuszy policji w Zakopanem. Zarzucono też zakopiańskiej policji pewne niedociągnięcia w czasie działań mających na celu ustalenie co stało się owego feralnego dnia, gdy zakończyła życie tak młodo Urszula i to prawdopodobnie przy udziale osób trzecich.
W Dolince pod Kołem w rejonie Świnicy ratownicy TOPR tego roku w styczniu napotkali zwłoki 21 letniego turysty z Wrocławia. Nieszczęśnik, zanim zakończył swój jakże krótki żywot, przeleciał przestrzeń 300 metrową. Ratownicy patrolując teren w Dolince dostrzegli tylko rękę ciała Wrocławianina wystajacą spod śniegu. Był dobrze przygotowany do wyprawy – posiadał raki i treściwe wyposażony pecak aczkolwiek za ciężki na takową wyprawę. Upadek nastąpił z okolic trawersu między Świnicą a Zawratem.
Dwa dni wcześniej wyżej opisanego incydentu TOPRowcy znaleźli zwłoki Warszawiaka pod Kościelcem. W podróż po tatrzańskich szlakach wyruszył samotnie i tak też zakończył życie.
Aż strach pomyśleć ile jeszcze ludzkich ciał trzeba będzie przetranspotować TOPRowskim śmigłowcem do zakopiańskiego szpitala spod Giewontu. A lato i wiążące się z nim gromadne wspinanie po górach radosnych turystów jescze się nie zaczęło!




