Trwa odbudowa lasów po huraganach w Tatrach i Puszuszy Pi

Dziś w Tatrach wieje, nie huragan, za to lekki halniaczek. Krajobraz za oknem dość bajkowy. Jeśli są jacyś turyści na Podhalu, to mają fajnie.
Zdecydowanie mniej bajkowo, było turystom w słowackich Tatrach w 2004 roku na jesieni.

Słowackie Tatry są naprawde pociągające i weekend w jednym z hoteli miasteczka Wysokie Tatry może być całkiem romantyczny, wszędzie las świerkowy, zieleń, cisza , nostalgia, jednak nie tym razem. Bodaj był listopadowy piątek, zaczeło wiać. Nic dziwnego jak w górach wieje, lecz nie z predkością do 230 km\h. Masy powietrza nagromadzone po północnej stronie Tatr przewaliły się przez ich grań i z ogromną siłą runeły w dół. Wiało trzy bite godziny.  Powaliło nie tylko drzewa, ale słupy telefoniczne i wysokiego napięcia, znaki drogowe i inne drogowskazy niczego już nie wskazywały, na drodze było więcej powalonych drzew niż samochodów, które i tak nigdzie już nie mogły zajechać. W te trzy godziny zmienił się krajobraz Słowackiego Podtatrza, jak głoszą naukowcy, na zawsze. Stuletni las Drogi Wolności zmienił się w krajobraz księżycowy. Huragan powlaił „statystycznie” co 5 drzewo w parku narodowym po polskiej i słowackiej stronie Tatr. Zniszczony został las o powierzchni 14 tysięcy ha. Część osad tworzących miasto Wysokie Tatry została odcięta od świata. Turyści w romantycznych hotelikach zostali uwięzieni bez zpasów jedzenia, gdyż personel nie był przygotowany na huragan stulecia, a właściwie huragan epokowy, bez precedensu. Runeły najważniejsze  atrakcje turystyczne: kolejki linowe, wyciągi, skocznie –  zresztą, kto przez najbliższe lata pojedzie oglądać tam krajobraz jak z planu filmowego pt „Na zajutrz”? A jak jest na Księżycu, też nie każdy pragnie wiedzieć, a właśnie jak na srebrnym globie jest do dziś na Słowackim Podtatrzu. Trwa odbudowa. Pieniądze, które miały pójść na olimpiade, poszły na sadzonki. Trzeba kilkadziesiąt lat, żeby to wszystko odrosło. Ponadto, należy tym razem zadbać, by las zróżnicować gatunkowo. Ponoć łatwiej będzie leśnej połaci w ten sposób obronić się przed huraganem.

Na „odrastanie” po dziś dzień liczy też Puszcza Piska i nie tylko Piska. W 2002 przeszedł tam huragan jakiego Polska powojenna nie pamięta. To był lipiec, Puszcza żyła sobie swoim życiem, do huraganu, który połamał i powalił drzewa na powierzchni niemal 33 tysiące ha, z czego 17 tysięcy ha drzewostanów zostało zniszczonych całkowicie. Pas 130 kilometrów, to mogła by być równa droga pod budowe „autostrady”, bo drzew nie trzeba już wycinać, całe szczęście, że nikt nie chce tam budować pasmówek. Co z tego, że sadzonki mogą strzelać w góre. Trzeba kilkudziesięciu lat na gęsty bór sosnowy. Teraz, zaś należy ciągle je patrolować przed owadami, chorobami, zwierzętami, które obszar sadzonek traktują jako „stołówke”.  Pożary zawsze będą w czołówce zagrożeń.

Parę godzin wiania w lesie z prędkością ponad 150 km\h i można pakować walizki. Albo brać się za odbudowe. I pomyśleć, że w Tatrach głowią sobie aktualnie urzędnicy głowę nad budową tunelu pod Kasprowym Wierchem dla narciarzy żądnych uciech!

Podobny temat ... No related posts