„Z lewej Tatry z prawej Gubałówka a w środku deszcz”
Jest wiele rzeczy, które mogą turyste spędzjącego wakacje pod Giewontem doprowadzic do „dzikiej pasji”. Jedną z nich to „lanie jak z cebra” i chyba zwłaszcza w tych dniach nie trzeba tłumaczyć owej przenośni z „cebrem”. Co jest dość zastanawiajace, to fakt, iż prawie za każdym razem gdy wczasowicze tu podążają mimo nieciekawych prognoz meteo, mówią sobie : „eee, tym razem nie sprawdzą sie ponure przepowiednie, jak ja jadę w góry – musi być słońce”!. Niestety, góry mają swoją koncepcje w owym dylemacie. Jak ma w lipcu w Tatrach lać, to będzie lać – nawet cały boży lipiec tudzież od początku wiosny aż po kalendarzowe lato.
Tak też jest tego lata 2011 roku, własnie patrzę przez okno zakopiańskiego domu ( rano ) i zastanawiam się czy nie doświecić sztucznie pokoju, w ktorym tworze ów artykuł, bowiem jest ciemno od chmur? Chadzanie w Doliny odbywa się pod znakiem kaloszy, peleryn, czapek, rekawic, przemoczonych plecaków, parasolek różnej maści. TOPR zdecydowanie odradza zdobywanie szczytów „na mokro” bowiem może się to skończyć tragicznie. Już na poczatku lipca w górach sypnęło sniegiem. Jak się podniosło wzrok ponad lasy patrząc choćby z Równi Krupowej można było ujrzeć całe, białe płaty śniegu. Raki i czekany poszły w ruch u tych, którzy zapragnęli wspiąć się wyżej.
Jedyne co w ostatnich dniach mógł napisać Tygodnik Podhalański to : „Znowu leje, słońca szybko nie zobaczymy”. Nawet Nowy Targ ma lepszą pogodę, bowiem choć „nie leje”. Synoptycy uśmiechają się jak mogą najładniej zapowiadając na najbliższe dni…deszcze i zro słońca zwłaszcza w Tatrach.Żeby chć troche tych suchych mas powietrza nadciągnęło na Małopolskę – nic. Może faktycznie wszystko przez ostatnią zimę podczas której się „niewysypało” porządnie.
Idąc za Internetową Encyklopedią Tatrzańską pewnym faktom trzeba spojrzeć prosto w oczy : „Tatry mają największą po Sudetach roczną sumę opadów w Polsce, od 1500 do 1600 mm.(…) Wysokie szczyty, Gerlach, Łomnica często partiami szczytowymi górują nad chmurami opadowymi i z tej racji mają mniejsze wartości opadowe. Po południowej stronie Tatr opady są przeważnie mniejsze niż po północnej stronie, która zbiera większość wilgoci z nadlatujących morskich wiatrów zachodnich i północno – zachodnich. (…)W szczegolnych wrunkach terenowych, na przykład przed wysokimi ścianami skalnymi, na nagłych załamaniach lub w szczególnych ekspozycjach zboczy występują nie raz wyjatkowo obfite opady. (…)W górach opady przecietnie wystepują co drugi dzień”.
W zeszłym roku lipiec był nieco łaskawszy jeśli chodzi o „lanie” w Tatrach. Nie było, rzecz jasna tropiku, ale dało się przeżyć. By jednak tradycji stało się zadość, pod koniec owego miesiąca 2010, w myśl porzekadła : „od Hanki – zimne poranki” wczasowiczom zrobiło się mokro i to ostro. Pod koniec sierpnia media alarmowały o opadach w Małopolsce, które doprowadziły do podtopień i zniszczeń. Na stronie Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody małopolskiego można było przeczytać : „Dziś ( we wtorek 31 sierpnia) w Małopolsce opady deszczu wyniosą 40 – 50 mm a lokalnie do 60 mm. (…) Tak ulewne deszcze mogą spowodować osiągnięcie wysokiego poziomu rzek, a także przekroczenie stanów ostrzegawczych”. Nad Tatrami ( 31 sierpnia ) nie tylko padało przy niezłym ziąbie, ale padało ze śniegiem, był też grad i śnieżne krupy. Ale to już było, czy nie wróci wiecej?
Bądźmy dobrej myśli – ponoć niże odchodzą nad Białoruś i Ukrainę a nadciągają wyże powstałe nad Kanałem La Manche.




